Erdogate, czyli wiele hałasu o nic. Jak niewinna sesja zdjęciowa stworzyła problem dla niemieckiej drużyny narodowej

W maju prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan podczas wizyty w Wielkiej Brytanii zaprosił na spotkanie czterech piłkarzy grających w Anglii. Turecki przywódca prowadził kampanię wyborczą, a wsparcie szanowanych w piłkarskim świecie ludzi było dla niego bardzo ważne. To prezent, na który nie wszyscy goście Erdogana mogli oddać na niego głos.

Zdjęcie na złą pamięć

Kim są ci szanowani ludzie w piłkarskim świecie? Niemieccy pomocnicy Mesut Ozil (Arsenal), Ilkay Gundogan (Manchester City), Emre Can (Liverpool) i napastnik Turcji Cenk Tosun (Everton). Can nie pojawił się na spotkaniu z tureckim prezydentem Turcji, powołując się na zły stan zdrowia. Ale trzech innych chętnie pozowało Erdoganowi. Na tę okazję Gundogan nawet zapuścił wąsy. Na przykład „mój prezydent” (wyrażenie własne Ilkaya).

Były niemiecki młodzieżowiec Cenk Tosun dawno temu dokonał wyboru na rzecz swojej historycznej ojczyzny. Ale Yezil i Gundogan nie mają tureckich paszportów i są obywatelami Niemiec. Być może ta okoliczność oburzyła niemiecką opinię publiczną. Co więcej, nie tylko piłka nożna. Co więcej, w ostatnich latach stosunki między Niemcami i Turkami na szczeblu politycznym zauważalnie się pogorszyły.

W Niemczech wielu osobom nie podobał się fakt, że zawodnikom reprezentacji narodowej uważają się przede wszystkim za Turków, a nie obywateli Republiki Federalnej Niemiec. „Nieważne, jak bardzo nakarmisz wilka”. Najbardziej gorliwi domagali się usunięcia Mesuta i Ilkaya z kadry narodowej oraz wygwizdywali ich podczas meczów towarzyskich. Gundogan następnie ustąpił, przyznając, że spotkanie z prezydentem Turcji było błędem. A uparty Ezil uważał, że nikt nie ma prawa mu mówić, z kim może się umawiać, a z kim nie.

Czy sesja zdjęciowa z Erdoganem była aktem politycznym? Niewątpliwie. Ale czy gracze zrobili coś przestępczego? Oczywiście nie. Są wolnymi ludźmi i mają prawo spotykać się i robić sobie zdjęcia z każdym. Co więcej, Türkiye nie jest dla nich obcym krajem.

Działanie zawodników potępiły także czołowe osobistości futbolu. Joachim Löw trochę pogratulował, a dyrektor generalny reprezentacji Oliver Bierhoff i prezes Niemieckiego Związku Piłki Nożnej Reinhard Grindel serdecznie podziękowali „renegatom”. Łatwo się domyślić, że taka atmosfera wokół reprezentacji nie sprzyjała przygotowaniom do mundialu.

Niemcy ponieśli porażkę na mistrzostwach świata. Mesut Ezil zagrał słabo. Jednak nie jest sam. Jednak to zawodnik Arsenalu został kozłem ofiarnym. Nacisk przerodził się w zastraszanie. W rezultacie Ezil opuścił Mannschaft ze skandalem. Nie jest faktem, że Gundogan pozostanie w zespole. Kolejny cios zadany został stosunkom niemiecko-tureckim, nie tylko piłkarskim.

Ponadto młodzi niemieccy piłkarze pochodzenia tureckiego zaczną mniej myśleć o tym, jaką ojczyznę – faktyczną i historyczną – reprezentują. Wcześniej woleli Vatan (po turecku Ojczyznę) od Vaterlandu, ale teraz, po skandalu pod nazwą Erdogate, wybór stanie się bardziej oczywisty. A czynnik turecki w niemieckim futbolu staje się coraz trudniejszy.

Dzieci pracowników migrujących

W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych dziesiątki tysięcy Turków wyjechało do pracy do Niemiec. Wtedy właśnie pojawiło się słowo „gościnny pracownik”. Wielu Turków osiedliło się na ziemi niemieckiej, zakorzeniło się tam i założyło rodziny. W Niemczech urodziły się dzieci pracowników migrujących. I nie szli już do brudnej roboty, jak ich rodzice. Piłka nożna stała się dźwignią społeczną dla potomków tureckich imigrantów, dlatego w szkołach piłkarskich pojawiło się wielu ciemnoskórych chłopców o obcych nazwiskach.

Ale zdobywszy przyczółek w Niemczech i stając się drugim co do wielkości narodem, Turcy zachowali swoją tożsamość narodową. Pozostali Turkami. I w piłce nożnej też. Większość zawodników pochodzenia tureckiego widziała siebie pod czerwoną flagą z półksiężycem i gwiazdą. Nawet ci, którzy reprezentowali Niemcy na poziomie młodzieżowym.

Turcy niechętnie udali się do Mannschaft. Ale oni nadal odeszli. Mustafa Dogan rozegrał kilka meczów, otrzymał mnóstwo gróźb i przekleństw, po czym jakoś zniknął i nigdy nie był nigdzie zapraszany. Mehmet Yuksel, lepiej znany jako Mehmet Scholl, został nawet mistrzem Europy w 1996 roku, ale nie był lubiany w tureckiej diasporze. Między innymi dlatego, że pomocnik Bayernu przyjął nazwisko ojczyma.

Lód zaczął się topić w XXI wieku, kiedy w reprezentacji Niemiec pojawiło się kilku zawodników pochodzenia tureckiego. Ale najbardziej znanymi pozostają Mesut Ezil i Ilkay Gundogan. Pierwszy został mistrzem świata w 2014 roku, drugiemu przeszkodziła kontuzja. Oprócz nich w skład Bundesteamu wchodzą pomocnicy Emre Can i Amin Younes, którzy nie grali w ostatnich mistrzostwach. W drużynach młodzieżowych i młodzieżowych jest wielu zdolnych Turków. Ale czy dostaną się do pierwszego składu, czy też Cenk Tosun i Hakan Colhanoglu woleli reprezentację Turcji? Bardziej prawdopodobny wydaje się drugi wariant rozwoju. Zwłaszcza po skandalicznym wydaleniu Ezila.

Pomoc dla historycznej ojczyzny

Jednak dla tureckiego futbolu potomkowie pracowników migrujących stali się zauważalną siłą. Na przykład kilku rodowitych Niemców grało w brązowym składzie na Mistrzostwach Świata w 2002 roku - Yumit Davala, Yildiray Bashturk, Ilhan Manshiz, Tayfur Havutchu (dwaj ostatni to nie do końca Turcy - Tatar krymski i Abchaz). Pojawienie się dobrze wyszkolonych piłkarzy o „niemieckiej mentalności” znacząco wzmocniło turecką reprezentację narodową. Stała się poważną siłą. W latach osiemdziesiątych reprezentacje Niemiec i Anglii swobodnie obciążyły Turków ośmioma bramkami. A w 2002 roku Turcy po raz pierwszy dotarli do finału Mistrzostw Świata i zdobyli brąz. W 2008 roku reprezentacja Turcji została brązowym medalistą Mistrzostw Europy. W drużynie tej grali „Niemcy” Hakan Balta i Hamit Altintop, a w turnieju kwalifikacyjnym wzięli udział Halil Altintop i Nuri Sahin.

Teraz, oprócz wspomnianych Cenk Tosuna i Hakana Calhanoglu, w tureckiej drużynie grają Kaan Ayhan, Yunus Malla, Kenan Karaman, Tolga Cigerci, Orhan Ciner. Nie każdy klub tureckiej Super Ligi ma piłkarza, który urodził się i zdobył piłkarskie wykształcenie w Niemczech. Turcy wykorzystują także innych potomków migrantów z Austrii, Francji, Holandii, Szwecji i Danii. Jednak największa liczba repatriantów pochodzi z Niemiec.

Ten przepływ będzie się nasilał. W dużej mierze dzięki niezbyt mądremu zachowaniu niemieckich urzędników piłkarskich i prasy, która nie wiadomo skąd podsyciła aferę. Gdy zwyciężyła niemiecka drużyna, tureckie pochodzenie Mesuta Ozila nikomu nie przeszkadzało.

Opinie

PL — Polish